i kontroli. Był to oczywisty sposób wykorzystania okresu szybkiego napływu
pieniędzy dla ludności, zwłaszcza wiejskiej.
Ten cienki poprzednio strumyk coraz bardziej się zmieniał w rwącą rzekę.
Po zniesieniu obowiązkowych dostaw rolnicy sprzedawali swoje produkty po
znacznie wyższych cenach rynkowych. Ludność miast, której dochody także
wzrosły, zostawiała większe pieniądze na targowiskach i bazarach. Wielkie
inwestycje przemysłowe, komunikacyjne, a przede wszystkim rozbudowany
program budownictwa mieszkaniowego, wywołały zapotrzebowanie na pracę
w budownictwie – 4 mln tzw. „chłoporobotników” zaczęło transferować zaro-
bione pieniądze na wieś. Stało się więc to, co ze strumykiem po wiosennych
roztopach – fala powodziowa, którą trudno było opanować. Banki spółdzielcze
– zachowując się najbardziej racjonalnie – ze swojego punktu widzenia zamie-
niały część tych pieniędzy na kredyty, które jeszcze zwiększały skalę gospodar-
czej nierównowagi.
Na to, co się działo w skali kraju, żaden bank spółdzielczy nie mógł nic po-
radzić, tak samo jak władze państwowe były bezsilne wobec czynników zew-
nętrznych, takich jak np. działalność OPEC i wybuch światowego kryzysu syner-
getycznego w latach 1973-74. Sytuacja robiła się dramatyczna, a świadomość
przeciętnego obywatela PRL pozostawała na poziomie części pasażerów Tita-
nica – lekceważenie zagrożeń i orkiestra, która „grała do końca”. Państwowy
„program naprawczy” przyjmowany był w wielu środowiskach z niedowierza-
niem i niechętnie, a sytuację kryzysową władze państwa maskowały propagan-
dą sukcesu.
W ramach przywracania równowagi gospodarczej w Banku Spółdzielczym
w Barlinku – jak i w innych bankach spółdzielczych – pojawili się z „gospodar-
ską wizytą” kontrolerzy z Banku Rolnego. Bankom spółdzielczym polecono
przejąć od Banku Rolnego całość obsługi kredytów dla ludności wiejskiej i od
NBP całość obsługi finansowej przedsiębiorstw rolno-spożywczych. Oprocen-
towanie kredytu refinansowego z tych banków podwyższono... 11-krotnie,
kończąc w ten sposób czas samodzielności banków spółdzielczych.
Nie był to oczywiście koniec nakładania na nie kagańca.Wewrześniu 1975 ro-
ku członek Zarządu BS w Barlinku, Jan Czajka, miał niewdzięczne zadanie za-
poznać Nadzwyczajne Zebranie Przedstawicieli z propozycją, by dostosować
statut do nowej struktury bankowości spółdzielczej i stanu prawnego. Polegał
on na tym, że w czerwcu 1975 roku w błyskawicznym tempie uchwalono nowe
Prawo bankowe, zlikwidowano Centralny Związek SOP i Bank Rolny, a utwo-
rzono państwowo-spółdzielczy Bank Gospodarki Żywnościowej, w którym 46%
akcji pozostawiono do wykupienia bankom spółdzielczym.
BGŻ był dla nich jednocześnie centralą finansową, organizacyjną i rewizyj-
ną, centralnym związkiem spółdzielczym, reprezentantem wobec Narodowego
Banku Polskiego, administracji państwowej oraz organizacji krajowych i zagra-
nicznych. Oznaczało to totalnąnacjonalizacjębankowości spółdzielczej –wszyst-
kie rozbudowane procedury spółdzielcze stały się tylko dekoracją. Banki spół-
dzielcze oraz ich działacze mogli sobie uchwalać do woli własne priorytety – na
końcu zjawiał się przedstawiciel większościowego właściciela i wskazywał właś-
53
Jan Czajka, członek Zarządu Banku, prze-
kazuje wylosowany ciągnik Ursus Wła-
dysławowi Dyngoszowi na początku lat
70-tych