W Barlinku jednak podpisano go bez istotnych zmian, a nie zachowały się pi-
semne relacje z dyskusji nad nim.
Zmieniające się z dnia na dzień uwarunkowania stwarzały dodatkowe pro-
blemy w pracy instytucji finansowych, zwłaszcza takich jak banki spółdzielcze.
Wprawdzie w takich rejonach jak Barlinek i okoliczne miejscowości ograni-
czenia stanu wojennego i niedobory zaopatrzenia z natury nie mogły być tak
uciążliwe jak w wielkich miastach, ale nie były to izolowane oazy. Jak w całym
kraju, zaczęła się ucieczka od pieniądza – dwu-, a później trzykrotnie w kolej-
nych latach wzrastały obroty kasowe. Rosło w nieskończoność zapotrzebowa-
nie na kredyty, bo opłacało się je brać, by po kilku miesiącach spłacić, gdyż ich
wartość była już wtedy o połowę mniejsza. Nie działały hamulce w postaci pre-
mii za oszczędzanie i reklamy depozytów – podwyżka oprocentowania wkła-
dów
a’vista
, rocznych, a nawet waloryzacja wkładów o 20% nie zadziałały. Bank
mógł otrzymać dopłaty państwowe za przyrost oszczędności, ale ich nie było.
Kto miał pieniądze, to wolał je lokować w towarze – nawet w działkach
z Państwowego Funduszu Ziemi, które poprzednio nie cieszyły się popytem.
Pracownikom Banku Spółdzielczego w Barlinku nie można odmówić ani za-
angażowania, ani kreatywności. Starali się bronić systemu depozytowego do-
póki wystarczyło pieniędzy na specjalne premie, talony na ciągniki i maszyny
rolnicze, samochody czy nawet sprzęt AGD. Ale takich usług, jak obrót czeko-
wy czy rachunki oszczędnościowo-rozliczeniowe – z trudem wprowadzanych
w poprzednich latach – nie udało się utrzymać. Tym bardziej, że z biegiem
czasu dla członków Banku problemem stawało się już nie tylko nabycie ma-
szyn i nawozów, ale nawet wiader, wideł i gwoździ. A pojawienie się wniosków
o kredytowanie budowy „altanek” na działkach pracowniczych świadczy o za-
łamaniu się „normalnego” (czytaj: kartkowego) rynku żywności.
Praca Banku Spółdzielczego w Barlinku broniła się dość dobrymi relacjami
ekonomicznymi, które ani przez moment nie zagrażały jego finansowej egzy-
stencji. Nie było strat i nieściągalnych kredytów. Wprawdzie rewidentowi z BGŻ
nie podobało się korygowanie w ciągu roku planu kredytowego, ale działalność
Banku była chwalona przy różnych okazjach przez komisarzy wojskowych i lo-
kalne władze.
56
Sala operacyjna Banku w 1985 roku
Kasjer Jadwiga Pawlak w latach
80-tych XX wieku
Likwidator Helena Bibro w latach
80-tych XX wieku